Krąg Życia – Zimowe uzdrawianie Cienia

art. Paige Bradley

Wszyscy jesteśmy częścią natury…. Choć może się wydawać, że cywilizacja odcięła nas całkowicie od korzeni, to jednak jesteśmy osadzeni w Sieci Życia, a ta pulsuje w rytmie zmieniających się pór roku, w rytmie obracającego się Koła Życia.

Każda z pór roku jest powiązana z odpowiednimi cyklami fizyczno-emocjonalnymi, jakie w nas zachodzą. Osobiście postrzegam jesień jako początek Koła. Jesień to z jednej strony czas zbierania owoców z poprzedniego cyklu rozwojowego, a z drugiej jest to czas spowolnienia, zagłębiania się w siebie, schodzenia do korzenia – czy podążając za opowieściami Clarissy Pinkola Estes, schodzenia do podziemia… do starej, zapomnianej piwnicy, w której ukryłyśmy, zamknęłyśmy w starych skrzyniach, czy też zakopałyśmy stare rany, wstydliwe sprawy, niespełnione marzenia. Jesień to moment, gdy nasz Cień wychodzi z podziemia i ujawnia się ze zwielokrotnioną intensywnością domagając się uwagi.

Być może zastanawiasz się czym jest ów groźnie brzmiący Cień? Otóż dla osób, które podążają ścieżką rozwoju, Cień jest największym błogosławieństwem (choć może się też wydawać największym przekleństwem :). Cień, jest drogowskazem pokazującym, co w danej chwili jest w nas gotowe na uzdrowienie. Jest on czymś, co nas hamuje w dalszym rozwoju, a czego już nie potrzebujemy. Cień jest starą raną, obudowaną wieloma mechanizmami obronnymi, wieloma warstwami pancerza, blokującego nasze serce, łono, ciało. Cień może być zranionym, złamanym aspektem nas samych, np. nieakceptowaną przez rodziców częścią Małej Wewnętrznej Dziewczynki, albo nieakceptowaną, odrzuconą częścią kobiecości, kobiecej mocy. Cień może być tym, co dostałyśmy w spadku po naszych przodkiniach, w obrębie Rany Matki. Cień może mieć wiele twarzy i manifestuje się w naszym życiu na najróżniejsze sposoby, może to być np. sposób reakcji na trudną dla nas sytuację (stres, pośpiech, wystąpienie publiczne), brak asertywności, zamykanie się w sobie, ucieczka, czy wręcz przeciwnie – atak, czy każdy inny mechanizm obronny, który stworzyłyśmy, aby chronić swoje bolesne, czułe, delikatne, zranione miejsca.

Zima z kolei to czas zagłębienia się w siebie, bycia głęboko w swoim korzeniu, głęboko w podziemiu. Jest to czas głębokiej introspekcji dotyczącej wszelkich aspektów, twarzy, przejawów Cienia w naszym życiu. Przebywanie w podziemiu, korzeniu czy piwnicy, w której dawno temu ukryłyśmy wszelkie nasze rany, może brzmieć niekomfortowo, ale pamiętajmy, że tam znajduje się także kochające Łono Matki Ziemi, w którym możemy odpocząć, zregenerować się i napełnić Miłością.

Tak więc wyobraź sobie, że w Twoim podziemnym świecie jest tajemne miejsce, gdzie ukrywasz wszystko to, o czym nie chcesz pamiętać lub też wszystko to, z czym w danej chwili nie umiałaś sobie poradzić i łatwiej było to głęboko ukryć. Jest to ciemne, często zimne miejsce przyprawiające nas o dreszcze. Na szczęście w Twoim podziemiu/korzeniu znajduje się też miejsce całkowicie przepełnione Miłością i akceptacją. Wiele kobiet, z którymi pracuję, wyobraża sobie to miejsce jako swego rodzaju niezwykle miękkie , ciepłe i przytulne gniazdo. Takie miejsce w Tobie, do którego możesz się zawsze udać, gdy odkryjesz kolejną ranę, będącą źródłem Twojego Cienia.

art. Paweł Jońca

Przebywanie w Łonie Matki Ziemi, w twoim bezpiecznym, podziemnym gnieździe pozwala nabrać nowej perspektywy 🙂 Patrząc na rany, które kiedyś wydawały się olbrzymie i nie do naprawienia, nagle zdajemy sobie sprawę, że teraz jesteśmy w stanie z nimi być… być może nawet zaakceptować… Z czasem być może zauważysz, że są one po prostu częścią Ciebie, częścią Twojego piękna i nie musisz już zakładać wielu warstw pancerza, aby chronić te zranione miejsca. Tak więc, efektem zimowej kontemplacji Cienia jest akceptacja starych ran, zaprzyjaźnienie się z tymi częściami nas samych, które kiedyś zostały skrzywdzone czy też odrzucone. A kiedy już otworzymy te bolesne miejsca na przepływ Miłości, przychodzi czas na zimowe umieranie…

Ponieważ pokochałyśmy i zaakceptowałyśmy starą ranę, możemy pozwolić, aby wszelkie związane z nią mechanizmy obronne umarły… nie są już nam potrzebne…
Nie musimy już wpadać w koleiny starych zachowań obronnych. Nie musimy już krzyczeć, chować się, uciekać, manipulować sobą, ani innymi. Możemy po prostu być w pełni sobą, w akceptacji także tych miejsc, które kiedyś były bolesne, a do których, poprzez zimową pracę z Cieniem, dopuściłyśmy Światło i Miłość. Stare mechanizmy obronne umarły, stare odeszło, tworzy się miejsce na nowe życie…

Będąc w Łonie Matki Ziemi, masz całkowity dostęp do Miłości Totalnej i Bezwarunkowej. Podążając za kintsugi, czyli japońską sztuką sklejania potłuczonych, a ukochanych wyrobów ceramicznych laką zawierającą metale szlachetne, w tym także złoto, możesz wyobrazić sobie Bezwarunkową Miłość Matki Ziemi, Wielkiej Matki, czy też Czarnej Madonny, jako złotą lakę i skleić złotą miłością to, co w Tobie zranione, pęknięte, na pozór już bezużyteczne. Możesz tym wszystkim częściom siebie nadać nowe życie, nowy, piękniejszy, bo przepełniony złotą miłością, charakter.

Zima to czas bycia ze swoimi starymi ranami, czas ich akceptacji i przepełniania złotą miłością, tak abyśmy mogły wyjść poza ochronne mechanizmy, które nosimy, często od czasów, gdy byłyśmy dziećmi.
Etapy Jesienno – Zimowej Pracy z Cieniem:
– zauważyć Cień,
– nazwać Cień,
– zauważyć w jaki sposób Cień manifestuje się w naszym Życiu,
– być z Cieniem, oswajać go, przyglądać się mu, otwierać się coraz bardziej i w coraz większej akceptacji na Cień,
– zaakceptować Cień,
– pokochać Cień,
– uwolnić stare mechanizmy obronne, pozwolić im umrzeć 🙂

Przełom Zimy i Wiosny to czas, gdy zostawiamy za sobą te, już niepotrzebne mechanizmy obronne. Z nadejściem wiosny rodzimy się na nowo, postrzegając nasze złote blizny jako ważny element naszego piękna.

Po kilkunastu, a może kilkudziesięciu takich rocznych cyklach pracy z Cieniem, odkryjesz, że to ciemne, zimne miejsce w Twoim podziemiu zamienia się w pulsujący życiem ogród 🙂

Jeżeli jesteś gotowa, aby zagłębić się w swoją kobiecość i/lub uzdrowić swoją ranę matki i potrzebujesz wsparcia podczas tego procesu, zapraszam Cię na sesje indywidualne lub warsztaty: “Uzdrawianie Matczynej Rany”, albo “W Drodze ku Kobiecej Mocy” 🙂

KOBIECE KRĘGI

art. Monica Stewart

“Doceń swoją wartość. Poszukaj silnych kobiet, aby się z nimi zaprzyjaźnić, stanąć po ich stronie, uczyć się od nich, inspirować się nimi, współpracować z nimi, wspierać się nawzajem, dać się oświecić.”

– Madonna –

Kobiecy Krąg jest świętą kobiecą przestrzenią. W kręgu wszystkie jesteśmy równe, wszystkie mamy takie samo prawo do wyrażania tego, co w danym momencie czujemy, do wyrażania swojej wewnętrznej prawdy. Bo to Prawda właśnie jest naczelną zasadą kręgu. Gdy wchodzimy do tej świętej przestrzeni zdejmujemy swoje maski, zdejmujemy zbroję i w pełnym zaufaniu do wspólnoty otwieramy się na dzielenie się sobą. Tutaj nie ma miejsca na udawanie, bo nie chodzi o to, żeby zrobić na drugiej kobiecie dobre wrażenie. Zamiast udawać, w kręgu prosimy o Wsparcie, ale także je dajemy. Bez oceniania. Tu swoje źródło ma kolejna zasada kręgu. Darzymy się nawzajem Szacunkiem. Szukamy w sobie przestrzeni na zrozumienie i współczucie, uczymy się jak nie oceniać drugiej kobiety. Uczymy się jak ją podziwiać za jej otwartość, szczerość, ból, miłość, ekstazę… Tym samym tworzymy w naszym społeczeństwie zupełnie nową jakość. Tworzymy przestrzeń, w której kobiety są sobie równe i wspierają się zamiast rywalizować. Miejsce tak dobrze nam znanej rywalizacji zajmuje Współodczuwanie, Otwartość, Dawanie i Branie Wsparcia.

Ponieważ do kręgu wchodzimy bez masek, wszystko co w kręgu się dzieje, w kręgu zostaje. Jest to święta przestrzeń, w której możemy być ze swoim bólem, niepewnością, czy radością i zawsze możemy liczyć na pełną dyskrecję innych kobiet.

Współczesne kobiety odczuwają wielką tęsknotę za Siostrzeństwem, za bliskością i głębokim kobiecym zrozumieniem. Kobiece Kręgi są piękną odpowiedzią na tą tęsknotę, bo tam zawsze możemy liczyć na wsparcie i na wysłuchanie. Dlatego też, nasze łódzkie spotkania w kręgu Wiedźmy na Kawie, zwykle, albo wręcz zawsze 🙂 się przeciągają – chcemy dać każdej uczestniczce czas, aby wyraziła siebie i dostała to, czego w danej chwili najbardziej potrzebuje.

Moją misją życiową jest pogłębianie naszej relacji z kobiecością i kobiecą mocą, a co za tym idzie, ze świętością całości stworzenia. Dlatego też zapraszając Was do wspólnego bycia w kręgu, zapraszam do niego również kobiecość, świętość naszych ciał, świętość Matki Ziemi i dziką, wewnętrzną kobietę, radosną, żywą, czującą, ekstatyczną, tańczącą, śpiewającą. Połączenie z wewnętrzną, autentyczną kobietą, jest ogromnym błogosławieństwem. Ona wie co jest dla nas najlepsze, ona rozumie, ona wspiera i daje, ona kocha całą sobą, jej obecność jest uzdrawiająca dla wszystkich otaczających ją istot.

Właśnie wróciłam ze Zgromadzenia Kręgów Kobiet<3. Wspaniałego spotkania zainicjowanego przez Tannę Jakubowicz-Mount. Czterdzieści siedem kobiet otoczone zostało wsparciem, opieką, zrozumieniem i miłością pięciu Babć/Starszych: Tanny Jakubowicz-Mount, Alicji Bednarskiej, Hanny Zielichy Świątkowskiej, Barbary Rozciechy oraz Etiry Tierra. Piękny i magiczny był to dla mnie czas, wróciłam do domu rozwibrowana i zainspirowana i piszę do Was, z tej właśnie świętej przestrzeni pokręgowej :)

Podczas Zgromadzenia doświadczyłyśmy nie tylko bycia w kręgu, ale także licznych ceremonii oraz rytuałów przejścia. Było mnóstwo łez i trudnych emocji, był krzyk, złość i frustracja. Było też mnóstwo piękna, ekstazy i autentyczności. Miałam zaszczyt patrzeć jak kobiety stają w centrum własnej mocy, jak dotykają centrum siebie, jak przyjmują imiona mocy. Zostałam pobłogosławiona dotykiem kochających, wspierających dłoni, serc i bioder. Patrzyłam w oczy innym kobietom i od większości z nich czułam całkowitą akceptację.

Stojąc w swojej prawdzie, doświadczając w otwartości, miałam tak ogromne poczucie nieskończonego przepływu piękna, miłości i fontanny życia, że łzy płynęły mi ciurkiem, woda we mnie ożyła, stare łańcuchy pękły i życie popłynęło nieograniczonym strumieniem. Niejednokrotnie tego piękna i miłości było tak dużo, że obawiałam się, że go w sobie nie pomieszczę, Błogosławieństwem wtedy były uziemiające ramiona moich Sióstr.

Miałam zaszczyt obserwować jak wielką uzdrawiającą moc mają proste słowa:

“Słyszę Cię Siostro”
“Jesteś Piękna Siostro”
“Zasługujesz Siostro”

Te trzy proste zwroty, wypowiedziane w otwartości serca, uzdrawiają w nas bolesne odłamki pochodzące z Rany Matki, o której pisałam poprzednio. Nierzadko nasze matki miały poczucie, że są niesłyszane, nieatrakcyjne i definitywnie nie zasługują na siebie, miłość, piękno, spełnienie… Obdarzając siebie nawzajem tymi słowami w szczerości i otwartości, nie tylko w kręgu, ale także w życiu codziennym, niesiemy uzdrowienie pola zbiorowej kobiecości. Dlatego zachęcam Was z całego serca, gdy druga kobieta otwiera się przed Tobą, powiedz po prostu “Słyszę Cię Siostro”.

Podczas Zgromadzenia pojawiły się również wątki niezmiernie trudne. Zastanawiałyśmy się, jak możemy wspierać matki, które na Zgromadzenie przyjechały wraz z dziećmi. Dotknęłyśmy wtedy wielkiej, zbiorowej rany w kobiecości. Większość z nas doświadczyła ogromnej samotności i braku wsparcia jako matka. Te rany u większości z nas wciąż się nie zagoiły. Być może zakleiłyśmy je plastrem i nie zwracamy na nie uwagi, ale pięknie przejawiają się w takich właśnie chwilach, gdy patrzymy na wykończoną matkę i nie wyciągamy do niej pomocnej dłoni, bo same przyjechałyśmy, aby odpocząć od bycia mamą. Długa tutaj jeszcze droga przed nami, a wielką jej częścią jest pochylenie się nad raną matki.

Zgromadzenie Kręgów Kobiet miało tak potężną moc, że dotknęłyśmy również innych trudnych tematów. Większość kobiet, być może każda z nas, została kiedyś zraniona przez mężczyznę. Rany te nosimy zwykle w Sercu i Łonie. Zrozumiałam, że można je z powodzeniem zagoić, ukoić, ukochać przebywając w pełnej otwartości wśród innych kobiet. Dla mężczyzny, który sam nam te rany zadał, naprawienie błędów może być często zbyt dużym wyzwaniem. Być może przyszedł czas, abyśmy stanęły w otwartości przed naszymi Siostrami i pozwoliły, aby to ich miłość, zrozumienie i współczucie uzdrowiły te rany. Sama doświadczyłam tego podczas Zgromadzenia i dziś stoję przed Wami, przepełniona wdzięcznością za uzdrawiającą moc miłości Sióstr w kręgu.

“Kochaj i łącz” – powiedziała Tanna Jakubowicz-Mount na zakończenie Zgromadzenia. Cały czas wibruje we mnie całkowita spójność tego stwierdzenia z kobiecą naturą, z kobiecą mocą. Podczas kręgów bardzo często doświadczamy wielkiej otwartości, przepływu, połączenia. Samo przebywanie w kobiecym kręgu jest uzdrawiające nie tylko dla uczestniczek i ich otoczenia, ale również dla całości stworzenia. Mam głębokie poczucie, że przyszedł czas, abyśmy rozszerzyły pracę z kręgów na nasze codzienne życie, abyśmy kochały i łączyły w codzienności, tu i teraz.

Wykorzystywanie Mocy Łączenia możemy rozpocząć np. w obrębie rodziny. Proponuję Ci więc pewien eksperyment 🙂 Następnym razem, gdy zauważysz, że zagłębiasz się w stary, niepotrzebny już, program/schemat/proces niosący rozdzielenie i zagubienie, weź głęboki oddech, poczuj swoje ciało, poczuj swoje serce. Weź kolejny oddech i zamiast dać się ponieść poczuciu krzywdy, osamotnienia, żalu, wyciągnij rękę do bliskiej Ci osoby, otwórz się na przepływ miłości. Poczuj wspierającą Cię Ziemię i zwerbalizuj własne potrzeby wykorzystując komunikację bez przemocy 🙂 Być może okaże się, że Łączenie jest dla Ciebie bardziej naturalne niż dzielenie.

Uzdrawiając cząstkę siebie, czy też wspierając Siostrę w kręgu w jej uzdrowieniu, dodajemy uzdrawiającą kroplę do Sieci Życia. Energia uzdrowienia rozchodzi się po tej Sieci, rozwbirowując całość istnienia. I tak kropla po kropli rodzi się Nowy Świat. Zapraszam Cię, dołącz do nas, odkryj swój autentyczny głos kryjący się wewnątrz Twojego Łona, połącz się z nim i odkryj czym jest bycie w centrum Sieci Życia. Doświadcz ukorzenienia, zagłębienia w kojące ramiona Matki Ziemi. Daj się porwać uzdrawiającej mocy Wody i odkryj co się stanie gdy wyciągniesz ręce w stronę Nieba.

Zapraszam przepełniona miłością i wdzięcznością!

Jeżeli jesteś gotowa, aby zagłębić się w swoją kobiecość i/lub uzdrowić swoją ranę matki i potrzebujesz wsparcia podczas tego procesu, zapraszam Cię na sesje indywidualne lub warsztaty: “Uzdrawianie Rany Matki”, albo “W Drodze ku Kobiecej Mocy” 🙂

RANA MATKI

Rozwojowo relacja z Matką służy jako matryca naszej własnej relacji ze sobą. Już w okresie płodowym uczymy się od matki wszystkiego. Jako córki odziedziczyłyśmy po Matkach ogromne pokłady nie zawsze świadomych przekonań, dotyczących wszystkiego w naszym życiu, począwszy od tego jak postrzegamy własne ciało, po zasługiwanie na miłość, szczęście i spełnienie pragnień swojej duszy.

Ponieważ nasze Matki, tak samo jak i ich Matki i inne kobiety przez całe pokolenia, żyły w kulturze patriarchalnej, która odcisnęła na nich ogromne piętno, najczęściej zamiast wypijać z matczynej piersi gotowe przepisy na spełnienie siebie, uczymy się jak skutecznie zakładać maski i subtelnie wmanipulowywać siebie w połowiczne życie, gdyż tylko takie jest powszechnie akceptowane.

“Nasze komórki dzieliły się i rozwijały w rytm bicia jej serca. Nasza skóra, włosy, serce, płuca i kości powstały z jej krwi. Krwi pełnej neurosubstancji, które powstały w odpowiedzi na jej myśli, przekonania i emocje. Kiedy czuła strach, lęk, nerwowość lub była bardzo nieszczęśliwa ze względu na swoją ciążę, to nasze ciało o tym wiedziało. Kiedy czuła się bezpieczna, szczęśliwa i zadowolona my również to zauważaliśmy.”

– Christiane Northrup –

Kobieta w procesie osiągania dojrzałości psychicznej/dorosłości (a może się to dziać w każdym wieku) przejmuje rolę matczyną względem siebie, a więc sama staje się dla siebie matką. Proces ten możemy wyobrazić sobie, jako rozbudzenie wewnętrznej matki, która zwolni zewnętrzną Matkę z odpowiedzialności zaspokajania jakichkolwiek naszych potrzeb. Nie oznacza to, ze zewnętrzna Matka staje się niepotrzebna i że możemy z nią urwać wszelkie kontakty, wręcz przeciwnie uwolnienie zewnętrznej Matki od naszych niezaspokojonych potrzeb z czasów dzieciństwa, otwiera przestrzeń do stworzenia zdrowej, silnej, opartej na zrozumieniu i akceptacji relacji.

Rozbudzając w sobie wewnętrzna matkę, bierzemy odpowiedzialność za naszą wewnętrzną małą dziewczynkę i same zaczynamy zaspokajać wszelkie swoje dotąd niezaspokojone potrzeby z dzieciństwa.

Tak naprawdę, na głębokim poziomie, wszystkie pragniemy przede wszystkim kochać siebie, pragniemy własnej miłości, gdyż tylko ona może być miłością bezgraniczną, bezwarunkową. Miłość matki do dziecka odgrywa tutaj niezwykle ważną rolę – Miłość Matki jest tym co daje dziecku pozwolenie aby kochało siebie.

“Miłość matki jest paliwem, które pozwala zwykłemu człowiekowi dokonać niemożliwego.”

– Marion C. Garretty –

Bycie Matką w naszej kulturze jest niezwykle trudnym zadaniem. Sheila Kitzinger w swojej książce „Ourselves as Mothers” pisze:

“Społeczeństwo rzadko rozpoznaje i docenia wszystko, co w rzeczywistości składa się na wyczerpujące zadanie bycia nową matką, a kobiety zwykle zmuszane są wyjaśniać swoje poporodowe doświadczenia wyłącznie pod kątem hormonów i niedoskonałości własnej osobowości, zamiast zaakceptować rzeczywistość w czasie, gdy dostosowują się do ogromu zadań i emocjonalnych doświadczeń macierzyństwa.”

Kobieta po urodzeniu dziecka jest najczęściej pozostawiona sama sobie, zamknięta w domu, sama musi zadbać zarówno o siebie jak i o dziecko. Jednocześnie ze wszystkich stron jest bombardowana informacjami o tym, że macierzyństwo to czas błogosławiony i niezwykle radosny. Będąc młodą matką, kobieta uczy się, że “powinna” posiadać nadludzkie moce, być zawsze kochająca, karmiąca, rozumiejąca i wspierająca, zarówno dla dziecka, siebie jak i swojego partnera. Jakby tego było mało, “powinna” być atrakcyjna, robić karierę i mieć udane życie towarzyskie… WOW – czy jakakolwiek istota ludzka jest w stanie to wszystko udźwignąć?

W naszej kulturze tematem taboo jest fakt, że macierzyństwo jest niezwykle wymagające i nie w każdej chwili Matka jest istotą kochającą, bo czasem, lub często ;), jak każdy człowiek odczuwa zmęczenie, gniew, samotność i nie zawsze jest w stanie udźwignąć nadmiar obowiązków. Kobieta uczy się więc zakładać przeróżne maski, zwykle rezygnuje z większej lub mniejszej części samej siebie, aby sprostać choć części tych oczekiwań. W oczywisty sposób rodzi to ogromne pokłady cierpienia i gniewu, dla którego nie ma żadnego ujścia. Kobieta jest więc zmuszona zakopać te trudne uczucia głęboko w sobie i często nawet przed sobą samą się do nich nie przyznaje.


Udawanie, że nie odczuwamy jakiś uczuć, niestety nie sprawia, że one znikają – wręcz przeciwnie, niszczą nas od środka i tylko czekają kiedy, w najmniej oczekiwanym momencie będą mogły znaleźć jakieś ujście, czy to w postaci wybuchu gniewu, czy może jako delikatne manipulacje, najczęściej skierowane przeciw córce.

Każda z nas jako córka odczuwała pozytywne i negatywne emocje swojej Matki.

Najpierw będąc u niej w brzuchu, a następnie jako małe dziewczynki odczuwałyśmy z nimi całkowitą jedność. Nie było między nami granicy pozwalającej rozróżnić, które odczucia są Matek, a które są nasze. Byłyśmy jednością, więc wszelkie przekonania naszych Matek przyjęłyśmy jako własne i wciąż część z nich w sobie nosimy, nie zawsze zdając sobie sprawę z tego, że one nie są nasze…

Ponadto, jako małe dziewczynki, podobnie jak wszystkie dzieci, uważałyśmy, że jesteśmy przyczyną wszystkiego co się wokół dzieje, a tym samym uznałyśmy, że ból, który nasza Matka odczuwa, jest spowodowany naszym działaniem, czy nawet naszym istnieniem. W oczywisty sposób wywoływało to poczucie winy, które nasza wewnętrzna mała dziewczynka wciąż odczuwa.

Uzdrawiając ranę matki, uświadamiamy sobie prawdziwe źródła bólu i złości naszej Matki, zauważamy, że odpowiedzialność spada na kulturę patriarchalną, która nie posiada dobrych wzorców wspierania matek, ani kobiet w ogóle.

Tak więc, jako małe dziewczynki, niejako piłyśmy ten ból i zagubienie z mlekiem matki. W pewnym momencie, mniej lub bardziej świadomie, chcąc być kochane i akceptowane przez nasze Matki, powzięłyśmy postanowienie, że na zawsze pozostaniemy wierne jej ranom i cierpieniom, które odczuwa.

Uzdrawiając ranę matki przyglądamy się cierpieniu, zagubieniu, samotności, złości jakie odczuwamy i zauważamy, że przynajmniej część tych odczuć nie należy do nas, ale jest odziedziczona po matce.

Uzdrawiając ranę matki, musimy pochylić się nad tym bólem i złością, zauważyć je, rozpoznać, zaakceptować, zrozumieć i dać sobie czas na żałobę. Warto wypłakać wszystkie łzy, które w sobie nosimy jako córki. Jeżeli jesteśmy Matkami, mamy dodatkowe, ogromne pokłady łez do wypłakania…

“We łzach jest świętość. Są posłańcami przytłaczającego smutku … i niewymownej miłości.”

– Washington Irving –

Zagłębiając się w ten ból i rozpacz, dajemy sobie przestrzeń, aby dotrzeć do swojej wewnętrznej mocy, do swojej dzikiej natury. Zamiast podtrzymywać zgubne wzorce, zamiast podcinać sobie skrzydła za każdym razem, gdy już prawie rozkwitamy, możemy stanąć w centrum siebie, czując siebie i swoją moc. Zamiast kierować się niepotrzebnym poczuciem winy i wierności w stosunku do ran naszej matki, możemy w końcu wybrać siebie!

W procesie uzdrawiania rany matki niezwykle ważne jest, abyśmy rozdzieliły wewnętrzną i zewnętrzną matkę. To są zupełnie inne istoty, choć prawdopodobnie gdy wsłuchasz się w swój wewnętrzny dialog usłyszysz głos swojej zewnętrznej Matki. Głos ten może być chwilami wspierający i odżywczy, ale może też być głosem twojego wewnętrznego krytyka, szczególnie w tych obszarach, które były wyzwaniami dla Twojej Matki.

Uzdrawiając ranę matki, uczymy się oddzielać zewnętrzna Matkę z jej wszelkimi ograniczeniami, rozterkami, problemami, cierpieniami, od archetypu matki idealnej, np. Matki Ziemi, Maryi Matki Bożej. Uczymy się dostrzegać, że wewnętrzna matka jest oparta na archetypie a nie na rzeczywistej matce. Wewnętrzna matka jest dorosłą tobą mającą pełen dostęp do nieograniczonych źródeł bezwarunkowej miłości, witalności i mądrości.

Uzdrowienie rany matki zmieni twoje życie bardziej, głębiej niż jesteś sobie to w stanie wyobrazić. Gdy rozbudzisz w sobie kochającą wewnętrzna matkę uleczysz nie tylko siebie, ale i dodasz swoją cegiełkę do uzdrawiania pola zbiorowej kobiecości. Gdy zaopiekujesz się swoją wewnętrzna dziewczynką, wyrosną jej skrzydła i cały świat stanie przed Toba otworem.

Jeżeli jesteś gotowa, aby uzdrowić swoją ranę matki i potrzebujesz wsparcia podczas tego procesu, zapraszam Cię na sesje indywidualne lub warsztaty.

WĘDRÓWKI SZAMAŃSKIE

Wędrówki szamańskie to podróże w świecie duchowym, w których sięgamy w głąb siebie, aby znaleźć wewnętrzne źródła zdrowia, czy też mocy. Podczas podróży nasze naturalne mechanizmy samouzdrawiania są włączone. Mamy wtedy dostęp do centrum siebie, do naszej wewnętrznej dzikiej natury, naszej jaźni. Możemy tutaj poznać swoich przewodników, nauczycieli czy też prastare sekrety, na odkrycie których jesteśmy w danej chwili gotowe.

Brzmi to niezwykle tajemniczo 🙂 , choć tak naprawdę opisuje stan, który jest stosunkowo łatwo dostępny dla każdego człowieka.

“Nie przyszedłeś na ten świat, ty narodziłeś się z tego świata. Jak fala na Oceanie, nie jesteś tu obcy.”

– Alan W. Watts –

Wędrówki szamańskie są wielozmysłowymi podróżami przez swoje wewnętrzne światy, przez krajobraz swojej duszy, czy też duszy wszechświata, lub przez nieświadomość zbiorową. Podróże te wymagają od nas stanu głębokiej relaksacji i głębokiego skupienia, w którym wszystkie zmysły są nakierowane do wewnątrz, na doświadczanie światów wewnętrznych.

W swojej najprostszej formie, dostępnej w zasadzie dla każdego człowieka, są to podróże, w których podróżnik ma pełną świadomość ciała (taką formę wykorzystuję na warsztatach, czy podczas sesji indywidualnych). W zaawansowanych formach mogą przejawiać się jako tzw. doświadczenia poza ciałem, czy wręcz doświadczenia astralne, w których świadomość kontaktu z ciałem jest zupełnie utracona. Być może doświadczyłaś tego stanu np. podczas porodu?

W wielu kulturach śnienie, jest postrzegane jako podróże przez światy wewnętrzne i są to podróże astralne, bo zupełnie tracimy kontakt z ciałem. Sądzę, że możemy spokojnie przyjąć, że podróże szamańskie są naturalnym stanem naszego umysłu, stanem stworzonym przez naturę/ewolucję, po to aby udostępnić nam wszelkie możliwe drogi samouzdrawiania i zdobywania wiedzy.

Świat przez, który podróżujemy jest przepełniony symbolami i zawiera liczne elementy z naszej codziennej rzeczywistości, ale zupełnie pomieszane i połączone w nieoczekiwany sposób. W światach tych wszystko jest możliwe. Każdy może latać, można spotkać smoka, jednorożca, księżniczkę z bajek Disneya czy ulubioną bohaterkę z filmów. Każda postać, którą spotkamy ma charakter symboliczny i w swojej symbolice niesie dla nas jakąś wiadomość.

Każdy z nas ma swój własny sposób na przeżywanie podróży szamańskich, w zależności od tego które z naszych zmysłów są szczególnie wyostrzone. Moje podróże są przepełnione niezwykle ostrymi obrazami, kolorami, zapachami i w ostatnim czasie rytmem. Wszystkie te elementy niosą ze sobą bardzo głębokie znaczenia. Dla każdej z Was podróże szamańskie mogą wyglądać zupełnie inaczej – mogą być przepełnione dźwiękami, muzyką, pieśniami, symbolami z jakiejś konkretnej kultury, zapachami, obrazami, roślinami, aniołami, zwierzętami, wróżkami, mitycznymi stworami, czymkolwiek co do Was przemawia na głębokim poziomie. Tutaj nic nie jest zaskakujące 🙂 i wszystko jest normalne 🙂

“Otacza Cię miłość wszechświata i pomocnych duchów. Otwórz serce na miłość, mądrość i uzdrowienie, którymi chcą się podzielić. W ten sposób możesz zmieniać nie tylko własne życie, ale dzięki transformacji świadomości osiągniętej poprzez szamańskie podróże, możesz zmieniać również świat.”

– Sandra Ingerman –

W trakcie podróży szamańskich fale mózgowe wchodzą w fazę theta – towarzyszą nam wtedy często nieoczekiwane – zupełnie jak we śnie – i nieprzewidywalne, ale wyraźne obrazy w naszych myślach (zwane też obrazami hipnotyzującymi). Tym realistycznym wizjom towarzyszą silne wspomnienia, luźne skojarzenia, chwilowe marzenia oraz cenne dla artystów natchnienie. Często po podróży odczuwam swego rodzaju żal, że nie jestem malarką, bo obrazy, których doświadczam są tak przepełnione pięknem, że chciałabym mieć jakiś sposób aby się nimi dzielić 🙂 Podróże szamańskie to tajemniczy, ulotny stan, niosący nieskończony potencjał uzdrawiania, rozwoju i poznania.

“Każda myśl jest punktem wyjścia, wszystko jest połączone.”

– Śpiący Niedźwiedź –

W jakim celu podróżujemy przez światy wewnętrzne?

1. Aby się uczyć, zdobywać wiedzę

Zwykle w światach odmiennych towarzyszy nam nauczyciel, przewodnik czy Zwierzę Mocy. Możemy zadawać im pytania, lub prosić aby zaprowadzili nas do tajemnych drzwi. Tajemne drzwi, na których zawsze znajduje się specjalny symbol, prowadzą do danego aspektu wiedzy (symbol na drzwiach odpowiada danemu aspektowi wiedzy), np. drzwi prowadzące do poznania czym jest jedność, miłość, pieniądze, kobiecość, twórczość itp.

Możemy przywołać pewien aspekt świata wewnętrznego i zbadać nasze głębokie przekonania na ten temat, np. zgłębić czym jest dla mnie bycie matką, żoną, czy też szefową. Możemy przyjrzeć się im pod kątem spójności i harmonii z naszymi potrzebami i celami, np. zgłębiając relację z matką czy partnerem odkryjemy, czy ta relacja jest relacją wspierającą czy wręcz przeciwnie – wysysającą i tłamszącą. Z kolei być może zgłębiając temat pracy zawodowej, także tej płynącej z serca, może się okazać, że pewne jej aspekty nie są zgodne z naszymi głębokimi potrzebami.

Możemy też zdobyć wiedzę bardziej ogólną, np. zagłębiać się w tajniki pracy z żywiołami (ziemia, woda, ogień, powietrze), magii, druidyzmu itd., itp.
W podróżach możemy wyjść od dowolnego słowa, emocji, symbolu. Samo skierowanie uwagi na dany aspekt sprawi, że zacznie się on przed nami otwierać, rozwijać, często ukazując zaskakujące połączenia, symbole czy aspekty wymagające naprawy.
Możemy podróżować przez nasze ciało fizyczne, nieznane miejsca, Ziemię, Wnętrze Ziemi, Oceany, przez Wszechświat – jedynym ograniczeniem jest tutaj nasza wyobraźnia.

2. Aby zmieniać rzeczywistość…

… a więc uzdrawiać i zwiększać harmonię i celowość naszego życia. Możemy udać się do światów wewnętrznych, aby naprawiać w sposób symboliczny, a wiec na poziomie energetycznym, pewne aspekty naszego życia, np. chcąc wzmocnić obfitość finansową, możemy odnaleźć symbol przepływu finansów w naszym życiu. Gdy już odnajdziemy ten symbol, np. zakręcony kurek, możemy go naprawić, odnowić, odświeżyć i np. odkręcić przepływ energii przez ten kurek – przecież pieniądze są formą energii 🙂

Możemy spotkać Uzdrowicielkę, która przeprowadzi nas przez ceremonię uzdrawiania, czy Zwierzę Mocy lub inny archetyp, który wskaże nam którą drogą podążać. Możemy odnaleźć zagubione fragmenty swojej duszy i na powrót się z nimi połączyć. Dzięki temu będziemy powracać do zdrowia, harmonii i poczucia, że jestem całością.
Wiedząc, że pewne wydarzenie z przeszłości jest źródłem blokującego nas “kodu”, możemy przekodować dane wspomnienie, tworząc tym samym przestrzeń do uzdrawiania.

Możliwości są tutaj nieskończone i tak różnorodne jak różnorodne są potrzeby ludzi. W podróż szamańską można udać się w pojedynkę, ale można też podróżować pod okiem doświadczonej przewodniczki, czy też piastunki. Zadaniem takiej osoby jest zadbanie o nasze bezpieczeństwo, wskazywanie drogi do miejsca uzdrawiania i z powrotem, pomoc w interpretacji symbolicznego języka podróży, pomoc w integracji doznań ze światów wewnętrznych w świecie rzeczywistym.

Jeżeli czujesz potrzebę bycia wspartą przez doświadczoną przewodniczkę, zapraszam Cię na warsztaty lub sesje indywidualne.

“Wszechświat jest pełen magii, cierpliwie czekającej aby nasze zmysły się wyostrzyły i w końcu ją zauważyły.”

– Eden Phillpotts

Legenda o Matce Pajęczycy

Shaman Spider Woman art. Susan Seddon Boulet

Wersja Indian Nawaho

Pierwszy świat był czernią. Istniał tam jedynie ląd, powietrze, woda i język. Na początku powstały Święte Duchy, a z czasem wyewoluował Drugi Świat. Ten świat był niebieskim światem wody i tutaj Święte Duchy stworzyły Matkę Pajęczycę (Spider Woman) i jej towarzysza Pająka (Spider Man). Pczątkowo powstali jedynie w formie duchowej, ale w miarę jak ewoluował świat, otrzymali również ciała fizyczne, aby mogły pomieścić ducha.

W trzecim świecie Święte Duchy przekazały Matce Pajęczycy, że posiada ona zdolności tkania mapy wszechświata. Początkowo Matka Pajęczyca nie wiedziała, co Święte Duchy miały na myśli i nie miała pojęcia co robić, jednak była z natury bardzo ciekawa i pełna entuzjazmu i to właśnie te cechy pomogły jej wytrwać w poszukiwaniach własnej drogi.

Pewnego pięknego dnia, gdy Matka Pajęczyca zbierała pokarm, natrafiła na krzak jałowca. Dotknęła go swoją dłonią i zauważyła, że jej dłoń połączyła się z krzakiem jakąś mocną nicią. Przestraszona, próbowała zerwać nić zaplatając ją i zaplatając wokół gałązki jałowca, w nadziei, że odklei się ona od jej dłoni. W pewnym momencie nici było tak dużo, że Pajęczyca przestraszyła się, że gałązka się złamie, więc zaplotła nić o inną gałązkę, potem o kolejną i kolejną, aż w końcu, zauważyła, że tworzy nicią wzory i że nić jest produkowana we wnętrzu jej dłoni… Przypomniały jej się słowa Świętych Duchów i stała się światłość, Pajęczyca pojęła, że umiejętność tkania tej nici jest jej darem.

Przez resztę dnia, przepełniona entuzjazmem i dziecięcą ciekawością, Matka Pajęczyca, bawiła się nicią, zaplatając przeróżne wzory. Gdy poczuła się komfortowo ze swoim darem wróciła do domu i opowiedziała swojemu towarzyszowi Pająkowi o swoim odkryciu. Po pewnym czasie, pod kierunkiem Świętych Duchów, Pająk zbudował dla Pajęczycy pierwsze krosna i Pajęczyca zaczęła tkać w swoim domu.

W tym czasie Święte Duchy nauczyły Pajęczycę śpiewać świętą pieśń, a śpiewając podczas tkania działa się magia, bo wszystko co Pajęczyca tkała stawało się rzeczywistością. I tak powstał czwarty świat i w nim ludzie.

Jamie Sams w swojej książce „Medicine Cards” rozszerza tą legendę o powstanie pierwszego alfabetu – posłuchajcie:
„Jeleń zapytał Pajęczycę co takiego tka i dlaczego wszystkie nitki wyglądają jak symbole. Pajęczyca odpowiedziała: „Drogi Jeleniu, nadszedł czas, aby Dzieci Ziemi zaczęły dokumentować swój rozwój na tej ziemskiej ścieżce.” Jeleń odpowiedział: „Ależ Pajęczyco, przecież oni już tworzą rysunki , które symbolicznie ilustrują ich doświadczenia.” „Oczywiście”- zgodziła się Pajęczyca i dodała: „Dzieci Ziemi rozwijają się. Przyszłe pokolenia będą odczuwały potrzebę aby zrozumieć jak najwięcej, a uwierz mi, Jeleniu, nadejdą czasy, gdy Dzieci Ziemi, nie będą już potrafiły odczytać znaczenia petroglifów.” I tak Pajęczyca stworzyła pierwszy alfabet.

Wersja Indian Hopi

Na początku istnieli tylko dwoje: Tawa – bóg słońca i Matka Pajęczyca. Wszelkie moce ducha i światłości należały do Tawy, natomiast Pajęczyca posiadała dostęp do magii ciemności i wszystkiego co „poniżej”. Gdy zapragnęli towarzystwa, podzielili się i tak powstali inni bogowie.

Wtedy Tawa i matka Pajęczyca postanowili stworzyć Ziemię, tak aby była pomiędzy tym ca na niebie, a tym co poniżej. Tawa wymyślił Ziemię, stworzył jej koncept, a Matka Pajęczyca władając magią ciemności i przez nią mając dostęp do pierwotnej siły kreacji, ulepiła Ziemię z gliny według planu Tawy. Następnie Tawa wymyślił zwierzęta i rośliny, a Pajęczyca sięgając do magii kreacji ulepiła je z gliny. Po czym oboje wdmuchnęli życie w całe stworzenie. I wtedy Tawa zdecydował się stworzyć istoty podobne do siebie i Pajęczycy, aby opiekowały się resztą stworzenia. I tak z gliny, w delikatnych dłoniach Pajęczycy powstał człowiek.

Najbliższa okazja, aby doświadczyć energii Matki Pajęczycy i innych Zwierząt Mocy to Warsztaty w Wieliczce, organizowane w dniach 25-26. marca, oraz Warsztaty w Łodzi, w dniach 22-23. kwietnia.